Tym razem kulinarnie. Z pachnącymi obrazkami. I winem nie do końca dopasowanym. Niemniej interesującym. Zagniatam zdania i odstawiam, żeby się mnożyły, rozrosły. Ale po kolei…
Tym razem kulinarnie. Z pachnącymi obrazkami. I winem nie do końca dopasowanym. Niemniej interesującym. Zagniatam zdania i odstawiam, żeby się mnożyły, rozrosły. Ale po kolei…
Na Wystawie Win Francuskich Vini Folies 2013 stawiłem się z koleżanką szklanką i fajnie zaprojektowanym katalogiem imprezy pod pachą (katalog przejrzysty, przemyślany, z miejscem na notatki). Event dedykowany bardziej branżystom, niż miłośnikom, wobec czego wybrałem się tam bardziej jako agent Luksemburku, niż pismak. Prezentowane wina przyjechały prawie z całej Francji – od Szampanii, po Sud-Ouest, od Alzacji, po Bordeaux. Za sprawą słonecznej pogody, a może trochę z braku czasu skupiłem się głównie na winach musujących i białych.
Dopiero co wytarłem usta po poprzednim Barolo, a ponownie zanurzyłem się po szyję w piemonckiej rzece. Dzięki uprzejmości Kondrat Wina Wybrane, Winicjatywy i Magazynu Wino przez trzy kolejne dni biegłem w sztafecie z butelką Nebbiolo w ręku.
Pan Leon jest grawermistrzem. Ma zakład w bramie. Niewielki budynek przyklejony do przedwojennej kamienicy. Na brak pracy nie narzeka – graweruje inicjały na tabliczkach, ozdabia sportowe puchary, nanosi wzory i logotypy firmowe na różne nośniki – ale mówi, że kiedyś było lepiej. Rzeźbił medale, ordery, wycinał całe sentencje – ówczesna władza się w tym lubowała. Pan Leon zna wiele łacińskich przysłów i wszystkie ich tłumaczenia. Co chwila rzuca jakimś w powietrze.