Przy Lampce Wina

Rytuał

Bez bicia przyznam się, że nie wiem jak zacząć ten tekst. Właściwie trudno mi powiedzieć o czym będzie. Ale być może broni mnie fakt iż mam koncepcję zakończenia. Przewrotne, ale może to jedyny klucz pasujący do tej czarnej dziury.

Pewien znany malarz, w rozmowie przyznał mi się, że w pracowni ma 2 paczki papierosów – takie lepsiejsze i gorsze. Kiedy jest zadowolony z efektów pracy – nagradza się tytoniem pierwszej jakości. Natomiast, w przypadku poczucia artystycznej porażki dobija się smołą kiepskiego szluga.

Tym razem postąpię podobnie – postaram się zasłużyć na lampkę czegoś wartościowego. W przeciwnym wypadku będę musiał wypić beczkę Sophi Melnik..

Apeluję tylko o niełamanie nóg pismakom za niesatysfakcjonujące zakończenia i proszę o celebrowanie tych małych zwyczajów, zwłaszcza tych skąpanych w szampanie.

Przerabiałem ostatnio ekranizacje powieści Stephena Kinga. Dwie z nich wydały mi się szczególnie interesujące. W Sekretnym oknie i Misery po cichu utożsamiam się z postacią pisarza nękanego przez własne pióro. Mierzącego się z odpowiedzialnością za wykreowane postaci i fakty. Kulejącego między kłodami rzucanymi mu pod nogi, łamiącymi piszczele i stopy w kostkach. W Sekretnym oknie udrękę autora stanowi szaleniec w kapeluszu, w Misery natomiast – słodko-kwaśna, nadopiekuńcza pielęgniarka.

Misery wpisuje się na moją listę ulubionych filmów z jeszcze jednego powodu – z powodu wina – szampan jest tu klamrą – otwiera dzieło i je zamyka.

Film rozpoczyna się kadrem na Lucky Strike’a bez filtra i zapałkę. Następnie przez pryzmat pustego kieliszka widzimy pisarza wystukującego na maszynie do pisania ostatnie litery nowej powieści, żeby zaraz potem napełnić szkło Dom Pérignon’em, (jeżeli mnie wzrok nie zmylił) wielkim rocznikiem 1982. Literat mimo rozstania się z nałogiem nikotynowym, zachował swój prywatny rytuał – po skończeniu kolejnej książki odpala papierosa i honoruje lampką złocistego trunku. Ten mały obrządek, który oprócz tego iż wprowadza pierwiastek słodyczy, w ostatnich minutach ratuje bohaterowi życie. Dla osób nie zaznajomionych z treścią filmu nie będę zdradzał szczegółów. Apeluję tylko o niełamanie nóg pismakom za niesatysfakcjonujące zakończenia i proszę o celebrowanie tych małych zwyczajów, zwłaszcza tych skąpanych w szampanie.

Zostawiłem ten tekst, żeby poleżał przez noc. Rano miałem zamiar wrócić do pracy. Wierzcie mi lub nie – sam nie mogę tego pojąć – w drodze z sypialni do pracowni róg szafy złamał mi mały palec u stopy…
Widocznie szafie nie podoba się materiał (pisząc, zwykłem czytać na głos). No cóż, przyjmuję ten sino-napuchnięty wyraz krytyki z pokorą, kuśtykając w kierunku beczki pomyj.
 

Tekst został opublikowany na łamach magazynu Zwykłe Życie nr. 1/2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *