Podróże

Lajka

Rano poczułem chęć przebieżki. Ubrałem wygodne buty, wypiłem szklankę soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy i truchtem ruszyłem w górę rzeki. Nad wodospady.

Najczęściej idę pobiegać, żeby odpocząć (od pisania), rozwiać wątpliwości, ale tym razem tekst pobiegł ze mną. Pisanie w biegu nie jest łatwą sprawą. Długopis ześlizguje się z kartki, koślawe litery irytują czytelnika – wybaczcie. Biegnę więc, w myślach notuję, a właściwie porządkuję szkice. Z rytmu wybija mnie pies. Coś zwąchał. Wygonił się za mną, dopadł i kąsnął, pisadło zabrał. Pies mi tekst lizał. Zza winkla wychyliła się głowa. Gwizd – pies wraca. Gwizd, gwizd – podchodzę ja. Głos prosi mnie do środka. Zwierz wabi się Lajka, jak pierwszy pies w kosmosie. Wsadzamy go w rakietę i odpalamy ląd po raz drugi. A moją rękę do lodu. Właściciel pyta czy wszystko w porządku, przedstawia się:

Aki.. (zaraz, zaraz.. słyszałem wcześniej plotki, że tu w miasteczku, którego nazwy celowo nie podaję, żeby nie zjechały zaraz autobusy gapiów, Aki Kariasmaki – fiński reżyser – podobno wyjątkowo smutny człowiek – ma swoją zimową posiadłość; polecam jego ostatni film „Człowiek z Hawru”)
mmaj nejm e Luks, tenk ju – udaję, że nie kojarzę.
Napijesz się wina? – pyta Aki
Jasne – mówię

Kątem oka widzę etykietę – Alves de Sousa Quinta da Gaivosa Douro DOC, rocznik 2005 (bardzo dobry!) – i tym razem zgrywam laika.. Zagadujemy o pogodzie (Aki nie jest zbyt gadatliwy), próbuję wyłapać coś z kielicha, rozpoznać, zapamiętać, oj się dzieje. Skupić nie mogę. Z jednej strony scena jak z filmu, z drugiej film mi się urywa. Mówię, że już sobie pójdę, pobiegnę, dziękuję. On – nie ma za co, dziękuje, przeprasza.

Kontynuuję nad wodospady. Na brzegu rzeki przysiadłem. Niech mnie ktoś uszczypnie, ugryzie.. ał, draśnięta dłoń się przypimina. Chyba nic więcej już dziś nie napiszę. Zresztą Lajka zabrała mi pióro na księżyc.
 
lajka_00-960x540

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *