O winie, Popularne

Egzorcyzmy

Na rynku, na spacerze jakaś baba jakby specjalnie na mnie chuchnęła kaszlnęła. Idę dalej. Myślę sobie, odwrócę się, jeżeli będzie za mną wodzić wzrokiem, znaczyć będzie, że zrobiła to celowo – Grypa jedna, patrzy mi prosto w oczy. Schowałem się za róg. Wychuchuje, zdmuchuję z siebie choróbsko. Nie oddycham, nie wpuszczam. Zapadam się w siebie, aż mi obraz ciemnieje. Budzi mnie uderzenie w policzek.

 

Dobrze się pan czujesz? – pyta – Wstań pan, bo się przeziębisz – wredna Grypa znów mi chucha w twarz.

 
Dobrze pije się w ciszy…

Szybkim krokiem wróciłem do domu. W takich wypadkach zostaje już tylko jedno – woda święcona. Pokropić, wyplenić demona. Chatenauf du Pape się nada – myślę sobie – ale miarkuję, że wypiłem. Przed zapowiadanym końcem świata, tak-w-razie-czego połknąłem połowę tych lepszych butelek, które trzymam w skrzyneczce pod kluczem. Lżejszy jestem o kilka flaszek, pełniejszy o kilka łyków. Chatenauf było smaczne, złożone jak długa modlitwa. Ale widzę, że Gigondas się ostał. Papieski kuzyn z sąsiedniej parafii. Wprawdzie nie wyniesiony tak bardzo na ołtarze, ale pobożności nie można mu odmówić. Zadąłem w złoty róg. Domaine Saint François Xavier Gigondas 2008 jak szalik ciepło otula gardło (14,5%), leczy bogatym owocem, pobudza zdrową kwasowością. Sutannę ma jeszcze nie bardzo zdobną i udrapowaną, niemniej ujmuje gładkością materiału. Dobrze pije się w ciszy.

 

 

Dachy w kolorze nieba. Niebo w kolorze zimnej stali. Dym z kominów jak chmury białe. Czarne ptaki na hura z jednej strony na drugą. A ja za szybą, jak przed telewizorem. W przewie na reklamę doleję sobie jeszcze jeden kieliszek.

 
Domaine Saint François Xavier Gigondas 2008

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *