Dopiero co wytarłem usta po poprzednim Barolo, a ponownie zanurzyłem się po szyję w piemonckiej rzece. Dzięki uprzejmości Kondrat Wina Wybrane, Winicjatywy i Magazynu Wino przez trzy kolejne dni biegłem w sztafecie z butelką Nebbiolo w ręku.

W poniedziałek Pan Marek Kondrat przywitał blogerską brać w Forcie Sokolnickiego uściskiem dłoni, po czym głos przejęła Paola Lanzavecchi – pierwszy nos włoskiej winnicy Villadoria. Zanim zaczęliśmy wspinaczkę po pionowej degustacji Barolo, w kieliszkach pojawiło się kolejno:

Villadoria Barbera Piemonte DOC 2011 – przyjazne, lekkie wino. Bez beczki, bez napinania muskułów, za to ze smacznym, soczystym owocem – czereśnie, śliwki. Właściwe na tę porę roku.
Villadoria Fagiano Rosso Langhe DOC 2012 – kupaż Barbery, Dolcetto i Merlota. Soczyste i krągłe, młode i świeże.
Villadoria Dolcetto Langhe DOC 2011 – wino ciemniejsze od poprzednich. Wyczuwalne nuty owoców leśnych. Wyższa kwasowość, wyraźniejsza tanina.
Villadoria Temprà Nebbiolo d’Alba DOC 2011 – wyższa zawartość alkoholu dobrze skojarzona z typowymi dla Nebiollo aromatami wiśni i kwiatów. Ułożone i gładkie.
 
LampkaWina_Barolo-friends_1 
Po krótkiej przerwie mieliśmy się zmierzyć ze szklanymi zawodnikami stojącymi na stole zwartych szykach – Villadoria Barolo roczniki od 2000 do 2009, z wyłączeniem 2001, 2002 i 2003. Przy pierwszym kieliszku (2009) niefortunnie ugryzłem się w czubek języka, oblewając spodnie winem. Może to struktura wina sprawiła, ze chciałem wbić w nań zęby, w każdym razie zadanie degustacyjne nieco się skomplikowało, gdyż charakterystyczna wyższa zawartość alkoholu w Barolo szczypała mnie lekko po ozorze. Poniżej kilka notatek, które udało mi się sporządzić:

2009 – niska tanina, świeża wiśnia, podsuszana róża, pszczeli wosk.
2008 – wyższa tanina, nieco mniej owocu – truskawka z kompotu, wyższa kwasowość, przyjazne.
2007 – sporo aromatów suszonych owoców, śliwki, figi, nieco likierowych aromatów i gorzkiej czekolady na końcu.
2006 – dymne, tytoniowe, nie tak pijalne jak chociażby 2008, ale nie mnie przyjemne.
2005 – dostojne, nieco zbyt alkoholowe, ał..
2004 – świetnie ułożone, rozbudowane aromaty, gładkie i mocne.
2000 – bukiet suszonych róż, kwiatów, likier.

Wnioski po degustacji mam dwa: po pierwsze – gdyby z jakiejś przyczyny przyszło mi się zabarykadować w Forcie Sokolnickiego na trochę dłużej, chciałbym mieć pod ręką kilka butelek Villadoria Barolo 2008 i 2004; po drugie – Barolo nie zostawia plam na ubraniach.
 
LampkaWina_Barolo-friends_2

LampkaWina_Barolo-friends_3 

Wtorek okazał się być Światowym Dniem Książki, wobec czego na śniadanie zjadłem kilka rozdziałów „Perfum w rytmie Jitterbuga” Toma Robinsa i ruszyłem na azymut – Biblioteka Uniwersytecka. W bibliotece cisza. Wszyscy czytają. Ku memu rozczarowaniu imprezy niet. Wdrapałem się na dach. Budynek od góry porasta zielony gąszcz – miejsce wyjątkowe z widokiem na Wisłę i Stadion Narodowy.

Wieczorem kolacja z Barolo w VitkAcu. Zasiedziałem się na szczycie czytelni, zaczytałem, straciłem poczucie czasu. Na kolację poszedłem jak stałem, w pidżamie. A tam panie i panowie w muchach i żakietach. Wzięto mnie początkowo za przybłędę, ale pokazałem, że umiem siorbać i mlaskać.
 
LampkaWina_Barolo-friends_4 

Potraw było kilka, a każda jak abstrakcyjne dzieło sztuki. Do każdego talerza wino, już nie tak wyabstrahowane, przeciwnie – dobrane z uwagą. Długo by pisać o całej uczcie, wystarczy wspomnieć carpaccio z jelenia z czarnym bzem i orzechami laskowymi, w kieliszku Malvirà Roero 2009, czy risotto z przepiórką i szparagami skojarzone z Malvirà Roero Riserva Trinità 2007 (całe menu znajdziecie tu). Wojciech Bońkowski – gospodarz wieczoru, opowiadał o poszczególnych kompozycjach, włoscy winiarze dopowiadali o swoich trunkach – m.in. dlatego, ale i za sprawą braku spluwaczek atmosfera była luźna, sprzyjała rozmowom i chichotom. Oj, było pysznie.

Środa – Barolo & Friends. Nie miałem okazji uczestniczyć w poprzedniej edycji tej imprezy (we wrześniu 2012), ale z prasy wyczytałem o dużych problemach organizacyjnych. No nic, zaryzykowałem. Ubrany w porządną koszulę (!), z notatnikiem pod pachą. Rzeka włoskich win rozlała się na najwyższym piętrze VitkAca (wina przyjechały chyba w tej wielkiej walizie Louisa Vuittona, stojącej przed budynkiem..). Jeszcze więcej spragnionych winolubów. Trudno było się dopchać i na spokojnie smakować próbki. Co chwilę pisadło wypadało mi z ręki. Podejrzewam, że w poprzedzającej kilka godzin części dla winiarskich dziennikarzy było więcej sposobności na właściwą degustaję. Tak więc po przywitaniu się z włoskimi winiarzami poznanymi poprzedniego wieczora na kolacji i wypiciu lampki w ich towarzystwie, opuściłem przystań, opuściłem Warszawę. Szerszy opis imprezy wyszedł spod pióra Pana Tomasza Prange-Barczyńskiego i Wojtka Bońkowskiego.

Tak czy inaczej Barolo ma we mnie szczerego przyjaciela.
 
LampkaWina_Barolo-friends_6

LampkaWina_Barolo-friends_7 

W poniedziałek degustowałem dzięki uprzejmości Kondrat Wina Wybrane (na zaproszenie Winicjatywy). We wtorek jadłem i piłem za swoje. A na środową imprezę Barolo & Friends dostałem bilet od Winicjatywy. Wszystkim Państwu dziękuję i wytrawnie pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *