Podróże

U ambasadora

Paryż czasów Picassa. Na bankiet do Ambasadora Portugalii zjechało wielu artystów. Wszyscy we frakach, jeden w stroju mniej odświętnym. Ambasador i pisarz w jednej osobie – José Maria de Eça de Queirós (autor m.in. „Os Maias” – istotnej powieści portugalskiej) – wita nieodzianego zdaniem: A co to za jegomość, który wygląda jakby zjadł byka, ale zostawił rogi na zewnątrz?..

LampkaWina_u-ambasadora_1Nasz pasibrzuch, w rzeczy samej okrągły jak piłka, niskiego wzrostu, z dorodnym wąsem – to Francisco da Silva Gouveia, rzeźbiarz, który za przytyk odwdzięczy się Ambasadorowi karykaturą – małą rzeźbą wysokiego jak tyczka, przygarbionego dyplomaty z dorodnym nosem (najbardziej rozpoznawalne dzieło artysty).

Oj, wyobrażam sobie te bankiety. Te pyszności, koreczki, wina, konwenanse. Swoją drogą ciekawe czy na salonach pijało się francuskie, czy portugalskie trunki?..

Kilka dni temu, w Ponte de Lima odbył się casting do ekranizacji wspomnianej powieści. Pojechałem tam z nadzieją, że mój wątpliwy akcent nie będzie przeszkodą. Na miejscu tłum nie mniejszy niż na bankiecie u Ambasadora. Wszyscy w surdutach, ja – w stylu „na rzeźbiarza” – w koszuli rozpiętej pod szyją, z podkręconym wąsikiem. Och, gdyby tak dostać jakąś rólkę. Choćby czwartoplanową – jakieś drzewo zagrać, czy kamień. Leżeć w słońcu jak kamień potrafię przecież wytrawnie.
 
LampkaWina_u-ambasadora_2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *