Mam problem z gołębiami. Nieproszone wlatują do mieszkania. Lądują na stole w kuchni, sofie w salonie, łóżku w sypialni, drukarce w pracowni. Zdziwione, że kogoś w środku zastały. W odwrocie, jak kamikadze, na złamanie karku walą głowicami w nieprzepuszczalną taflę okna. Przy tym trzepoczą dramatycznie skrzydłami, awanturują się i paskudzą pod siebie ze strachu. Stół, sofa, łóżko, drukarka do dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji.

Gołębie chyba nie odlatują na zimę, co? Może poproszę je o podlewanie kwiatków? Ostatnio o tym zapomniałem i po powrocie liście zaciśnięte jak pięści próbowały dać mi w mordę.

Ostatnio taka sytuacja – piątek, kilkoro znajomych, mała domówka. Zakąski, wino i mini-tańce trochę się przeciągnęły. Posnęliśmy na podłodze. Z rana obudziły mnie szmery. Nie podnosząc głowy, otwierałem raz jedno, raz drugie oko (przy próbie otwarcia obydwu, zbyt duża ilość światła wypalała mi dziurę w tylnej części czaszki) próbowałem rejestrować ten rozmyty obraz. Znalazłem okulary i widzę to – dwa szare gołębie wyjadają resztki sałatki i chleba. Jeden z nich zanurza łepek w niedopitym kieliszku i wysysa czerwień jak strzykawka. Drugi pyta:

Dobre?
Takie sobie.. – odpowiada – jakieś nowoświatowe takie, dżemowate..
– Poszukam czegoś lepszego – mówi ten, który zapytał.
Poszukaj, poszukaj. Ostatnio widziałem tu porządne Barolo.

Na chwilę chyba przysnąłem, a kiedy otworzyłem oczy (tym razem dałem radę obydwa) dojrzałem dwa zalane gołębie leżące na stole. Starając się ich nie spłoszyć, wziąłem kieliszek do ręki i przepłukałem gardło resztką wina.

Dobre? – spytał ptak.
Takie sobie… – odpowiedziałem.


 
LW_domek-dla-ptaków 
Przyszła zima, okna pozamykane. Gołębie jak żółwie pochowały głowy z domkach z piór i ogrzewają stópki na kablach elektrycznych. Ja rozpędzam chmury szklaneczką Rieflé Gewurztraminer 2012 – klasycznym, alzackim przedstawicielem gatunku. Mocno kwiatowy, z wyraźną kwasowością i podwyższonym cukrem resztkowym (wino sprawdziło się w połączeniu ze świątecznym śledziem w rodzynkach i migdałach). Powoli przymierzam się do podróży w cieplejsze krainy – zamierzam sprawdzić czy indyjskie wino naprawdę istnieje, a jeżeli tak, to z czym to się je…

Gołębie chyba nie odlatują na zimę, co? Może poproszę je o podlewanie kwiatków? Ostatnio o tym zapomniałem i po powrocie liście zaciśnięte jak pięści próbowały dać mi w mordę.

What kind of bird are you? – dopytuje się skaut w filmie „Moonrise Kingdom” Wesa Andersona. Pytam i ja:
Odlatujecie, czy zimujecie? Zostawię uchylone okno, na parapet sypnę okruchy, butelkę wina też otworzę. W zamian wprawiajcie w ruch powietrze, by nie stało, by nie stęchło. Kwiaty zwilżcie raz na tydzień. Ale bez srania po kątach! – tam jest toaleta. Tutaj mój numer telefonu w razie potrzeby. Ja będę się już zbierał. Na zdrowie gołąbeczki!
 
LW_domek-dla-ptaków_02 

• Tekst oryginalnie ukazał się na kartach IV numeru magazynu Zwykłe Życie.
• Za ilustrację bardzo dziękuję Izabeli Jackowskiej.
• Wino – Rieflé Gewurztraminer 2012 – podesłał do degustacji Dom Wina – kłaniam się w pas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *