Podróże, Przy Lampce Wina

Komin

Wieś na skraju lasu. Kilka domów, wysoki na dziesięć metrów krzyż przy drodze, poza tym tylko równina. Na polach mróz z wiatrem kręci piruety. Wszystko pokryte śniegiem – białe plamy na mapie.

Ludzie żyją tu głownie z lasu – Ludzie lasu. Mężczyźni kłusują albo pracują przy wycince. Kobiety w sezonie zbierają zioła, grzyby i jagody; zimą – opał. Drzewo suszy się przed kominkiem. Zmarznięte kłody zapatrzone w ogień.
 
komin_01 
Dwa dni temu wiało tak tęgo, że prawie przewróciło nam komin na dachu. Przechylił się i nie ciągnie jak trzeba. Łapie tzw. ciąg wsteczny – zaciąga wiatr do środka, gasi ogień w palenisku i wdmuchuje dym do środka. Pod sufitem kwaśna, ciepła kopeć.

Na zewnątrz piździ, w piecu wypadałoby napalić. Ale najpierw trzeba wdrapać się na dach i komin wyprostować, udrożnić, zamontować okap. Jak na statku podczas sztormu, albo na platformie wiertniczej – ślisko, zimno, ciemno i wieje, ale robota sama się nie zrobi. Z latarkami na czole, przyklejeni do strzechy. Podaj siekierę! – krzyczy majster – podaj wkręty! Palce zamarzają, narzędzia wypadają z rąk. Podaj siekierę! – krzyczy majster. Po trzech godzinach komin złapał oddech. Odetchnęliśmy i my.

Przewiani, przemarznięci ochoczo zasiedliśmy za ladą. W kominku wesoło huczy. Na stole pieczeń z dzika, kasza gryczana i wino. A co za licho?! – wyrwało mi z piersi – Co za czort?! Kolejny komin do prostowania? Flaszka na stole jakby ją wiater wziął w obroty – kulfoniasta, krzywa – z ciepła, czy zimna tak ją pokręciło? Znów trza wdrapać się na wyżyny cierpliwości i odetkać komin.. Na szczęście warunki są bardziej sprzyjające. Otwieramy butelkę, udrażniamy ciąg, nieśpiesznie wentylujemy (przynajmniej godzinę). Napoczynamy.
 
komin_02 
Mowa o Priore Il Vecchio Montepulciano d`Abruzzo DOC – oryginalnym flakonie z południa Włoch. Butelka dobrze leży w dłoni. A wino? Ciemnie jak zimowa, księżycowa noc – mroczne, ale pełne refleksów. Pierwszy nos mroźny (dajcie winu pooddychać), w kolejnym zawiewa kruczymi nutami owoców w czekoladzie. Na podniebieniu tańczy jak wiatr na polu – gładko, ale z werwą. Pojawiają się aromaty rozmarynu, czekolady, lukrecji. A wszystko okadzone lekkim dymem. Na podniebieniu ciemna sadza. Po godzinie od otwarcia komin dobrze ciągnie. Grzeje (14%). Dzisiaj już nigdzie nie wychodzę… (za oknem -17°C).
 

Wino kupiłem w Kondrat Wina Wybrane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *