Cofnijmy się do lat czterdziestych ubiegłego stulecia. Portugalia. Gdzieś w dolinie Douro. W tle rozgrywa się dramat II wojny światowej. Bohaterami historii są: Senior Francisco – portugalski producent wina, oraz Mr. Smith – angielski przedsiębiorca. Obydwu panów, oprócz interesów łączyła serdeczna znajomość, mająca wkrótce nabrać znamion przyjaźni. 

douro_03

Stare, wysłużone beczki pamiętające czasy owej anegdoty.

 
Jak co roku, późnym latem, Mr. Smith przybył z kupiecką wizytą do doliny Douro – Sr. Francisco natomiast, zwyczajowo wydał z tej okazji nieskromną ucztę. Oj, wiele wzniesiono toastów. Wiele. Zaczynając od tych za pomyślność interesów, na tych rubasznych, za zdrowie pięknych pań – kończąc.

Po deserach, chwiejnym krokiem, runda honorowa po winnicy i pomieszczeniach winiarni. Wdrapawszy się na drewniany mostek ponad granitowymi basenami (tzw. lagares), w których fermentował czerwony sok, jegomoście wsłuchiwali się w bulgotanie moszczu. Mr. Smith uśpiony organicznym dźwiękiem, lekko odpłynął, może przysnął, w każdym razie na chwilę odjęło mu nogi, stracił podparcie, a kiedy doszedł do siebie, było nieco za późno – osunął się z mostku ku czerwonej otchłani. Wpadł, jak stał do kamiennego koryta. Przykryła go bulgocząca pierzyna…
 
douro_04

Nieużywany, kamienny lagar. Aktualnie służy do przechowywania butelek vinho do Porto.

 
Przerażony dono da casa wytrzeźwiał z sekundzie. Słyszał o parobkach ugniatających nogami grona w lagares.. jak który sobie popił, poślizgnął i wpadł pod kożuch wytłoczyn, a reszta równie podpita zapomniała o biedaku – po kilku tygodniach nie było co z wina wyciągać. Wino rozkładało ciało razem z kośćmi. Kamienna trumna. W przeszłości Sr. Francisco sprawdził prawdziwość tego mitu, zanurzając w tanku z winem świńską gicz – rozpuściła się całkowicie, znikła – ot co!

Z pomocą kilku pracowników winiarni, wyciągnięto czym prędzej gościa z kąpieli. Nietkniętego, choć w trupa zalanego. Czerwonego, jak prosię na ruszcie. Do wanny z nim! Wyszorowawszy, we frak pożyczony od amfitriona ubrawszy (panowie byli podobnych gabarytów), do stołu wrócili. Angielski dżentelmen, z nieco jeszcze różowym obliczem, na miękkich nogach wstał, uniósł kielich i mimo iż warunki były ustalone, oficjalnie zaproponował 50 funtów więcej za każdą beczkę wina, wina które skutecznie rozpuszcza nawet wojenne troski.

Nie żałujcie więc grosza na flaszkę z Douro, a gdy odnajdziecie w niej nuty skórzane, czy zwierzęce – wypijcie zdrowie Senior Vasco, który mi tę historię opowiedział. 

douro_02

Beczki, beczki, beczki…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *