Upał. Przed słońcem chowam się w chłodnej piwniczce. Butelki-pociski stoją, leżą, w skrzyniach i luzem. Jak w składzie amunicji. Kule, lufy, beczki, kapiszony. Z poszarpanych etykiet odczytuję resztki informacji. Żeby nie trafić na niewypał, żeby dłoni nie urwało.
 
IMG_7049_s 
Co by tu wybrać? Za co się złapać?
 
IMG_7056_s 
Grão Vasco 1983 z Dão dobrze w dłoni leży. Jak granat. Wyciągam zawleczkę.
 
IMG_7075_s 
Korek jak chałwa – kruchy jest i słodko pachnie.
 
IMG_7098_s 
Obowiązkowa dekantacja. Napełniam szklany brzuch.
 
IMG_7169_s 
Kontrola jakości. Kolor wciąż nosi znamię czerwieni.
 
IMG_7178_2 
W nosie dominują aromaty jesiennej kałuży – pełnej liści, brunatnej. Owoc jest jedynie refleksem na jej tafli. Całość ma konsystencję ciepłego wosku. Oblepia podniebienie, zastyga i kruszy przy każdym ruchu szczęką. Jak nitrogliceryna – wybucha w przełyku. Bliżej tu do trucizny, niż wina. Bliżej końca, niż początku. Ta świeczka już się wypaliła. Wracam na słońce, przepłukać gardło rześkim vinho verde.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *