Odkładałem ten moment na później, ale nadszedł czas. Czas na coming out. Winiarski coming out. Zabrzmi to być może jak dowcip, a przynajmniej mogłoby być zinterpretowane jako zabawna złośliwość losu. O co kaman? Ano zdiagnozowano u mnie alergię na wino… (sic!) Zapchany nos, swędzenie oczu, czasami gardła, i takie tam. Im cięższe wino tym cięższe objawy. Czerwone uczula częściej, ale bywa, że i po białym leci z nosa.
 

Ale jak to, niepijący bloger winiarski?

 
Sytuacja nie jest aż tak poważna, żeby całkowicie rezygnować z wina. Da się z tym żyć, da się pić, niemniej zmiany nawyków są nieuniknione. Pił będę jeszcze mniej i jeszcze lepiej*. A jeżeli chodzi o aktywność literacką, to parafrazując tytuł książki Pierre Bayard’a Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? (której de facto nie przeczytałem), pisanie o winach, których się nie pija, było by ciekawym wyzwaniem. Mam kilka pomysłów, ale pozwolę im pofermentować chwilę, niech poleżakują, zajrzę do nich za jakiś czas.
 

Twardy reset

 
Póki co ruszam do Tajlandii. W najbliższych tygodniach pisał będę mniej o winie (choć w Tajlandii podobno robi się wino), więcej o trudach życia na rajskich wyspach, nauce tajskiego języka i treningach muay thai. To będzie pierwsza tak długa podróż dla mojego dziesięciomiesięcznego syna, co też może okazać się zajmującym tematem (przynajmniej dla mnie jako ojca).
 
 
Tak daleka podróż, podróż do innego kręgu kulturowego działa jak twardy reset – a takiego odczulenia w tym momencie potrzebuję. Inna strefa czasowa, inna kuchnia, inna pogoda i dużo tajskiego masażu. Zaglądajcie na bloga, podeślę trochę słońca. Wypijcie moje zdrowie. Do zobaczenia na wiosnę. Ahoj!
 

Przy okazji prośba do szanownych darczyńców przysyłających czasami na mój adres butelki do degustacji – mam nadzieję, że nie zabrzmi to arogancko – przysyłajcie proszę tylko najlepsze flaszki, bo na te średnie nie mam zdrowia.
 

4 Komentarze/y

  1. Robert napisał(a):

    Powodzenia na nowych szlakach

  2. Maciek napisał(a):

    A propos wina i niepicia, a jednak bycia w branży, to polecam case study Tima Hanni. http://www.timhanni.com/
    W dodatku jest MW. I jeszcze napisał rozdział wg. swojego podejścia do podręcznika WSET o łączeniu wina z potrawami.
    Udanych wojaży!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *