Długo zwlekałem zanim wsiadłem na motor. Pierwsze dwa tyg łaziliśmy wszędzie z sandała (przy czym pierwszy tydzień mieszkaliśmy na plaży, wszędzie było blisko). Kilka dni temu przeprowadziliśmy się na południe wyspy, w głąb lądu, do plaży mamy 20 min na piechotę (chatki oddalone od plaży potrafią być tańsze nawet o połowę). Motorem pokonujemy tą trasę w 5 min, co przy 30 stopniowych upałach robi znaczną różnicę.
 

Co się cykasz?

 
Bałem się dosiąść rumaka, z dwóch powodów. Po pierwsze w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny, z którym jako kierowca nigdy nie miałem do czynienia (w praktyce lokalne zasady na drodze są bardzo umowne, przy czym kultura jazdy jest tu dość wysoka, należy tylko umiejętnie używać klaksonu). Po drugie obawiałem się o bezpieczeństwo Łososia. Ostatecznie przekonała mnie tutejsza dzieciarnia śmigająca z powodzeniem skuterkami – ja nie dam rady?

Bez większego problemu mieścimy się we trójkę na motorze. Ja za sterem, Ania z Adasiem na brzuchu za mną, obejmują mnie w pasie. Skuter daje radę nawet na największych podjazdach i krętych drogach.
 

Qua vadis?

 
W tygodniu, od rana do wczesnych godzin popołudniowych, kiedy upały są największe, a Adaś przycina swoje obowiązkowe drzemki, klikam trochę na komputerze – pracuję nad projektami dla moich Klientów. Dzięki Ich wyrozumiałości taki model współpracy sprawdził się kiedy podróżowałem po Indiach, sprawdza się i teraz. Po południu wsiadamy na skuter i pędzimy w któryś z zakątków Koh Lanty.
 
 
Dwa dni temu natomiast bujnęliśmy się na samo południe wyspy. Odwiedziliśmy stare, portowe miasteczko Baan Si Raya, zwane po prostu Old Town (dawna stolica Koh Lanty) i rybacką wioskę morskich cyganów – Sang Kha Ou. Old Town spoko, mała mieścinka, jedna ulica, drewniane domki na wodzie (głównie sklepy i restauracje). Widok na wybrzeże obłędny, lazurowa woda wysadzana zielonymi wyspami o niemal pionowych ścianach. Natomiast wioska tak zwanych Sea Gipsy jest bardzo podobna do innych wioseczek na wyspie poza tym, iż nie zauważyłem w niej minaretu – hę?
 

Ewenement Koh Lanty

 
Tajlandia w prawie 95% jest buddyjska, a Koh Lata ta tym tle jest pewnym ewenementem, ponieważ w 95% jest muzułmańska. Kobiety mają często zakryte głowy, nierzadko także twarze. Mężczyźni niejednokrotnie brodaci w specyficznej, okrągłej, białej czapeczce. Horyzont wyspy przecinają pionowe, zielonkawe minarety, skąd o określonych porach dochodzi orientalne zawodzenie, szczególnie przyjemne wieczorami. Miękki, męski głos odbija się w zachodzącym słońcu od wzniesień i rozlewa polifonicznym echem po całej okolicy.
 

Nadchodzi noc

 
Wieczorem, kiedy Adaś zaśnie, siadamy na naszym małym tarasie z bambusa. Jemy owoce na potęgę i planujemy następny dzień. W okolicy północy słychać specyficzny odgłos skrobania. To zbieracze kauczuku (Tajlandia jest największym producentem kauczuku na świecie). Mieszkamy w kauczukowym lesie i kiedy słońce zajdzie, a temperatura spadnie, plantatorzy drzew kauczukowych z latarkami na czole przechadzają się wśród domków i przycinają korę, specyficznym ukośnym nacięciem, żeby następnego dnia wybrać z miseczki ustawionej pod wrąbem (miseczka często jest zrobiona z połówki orzecha kokosowego) ściętą białą masę, którą następnie się prasuje, transportuje na eksport i przerabia np. na kondomy (tyle zawdzięczamy Tajlandii!).
 

Na koniec mała wycieczka wstecz

 
Ten kauczuk przypomniał mi pewną degustację sprzed lat. Degustację bodajże w Poznaniu, organizowaną przez Winarium (aktualnie Kondrat Wina Wybrane). Próbowałem jakiegoś hiszpańskiego Tempranillo kupażowanego z Bobalem – przekopałem notatki degustacyjne niestety nie pamietam co to było za wino – pamiętam za to, że w aromacie miało zapach zielonej piłeczki kauczukowej, takiej jaką miałem w dzieciństwie. Kto wie, może była zrobiona z tajskiego kauczuku? Kto wie…?
 

Koko dżambo i do przodu!

Old Town widziany z molo.

Tym można z Old Town przepłynąć się po okolicznych wysepkach.

Old Town – domki i huśtawki na wodzie.

A ty dotkniesz nosem do języka?

Nocne zbiory kauczuku.

 

2 Komentarze/y

  1. Robert Borowski napisał(a):

    Trzeba tylko pamiętać przy wypożyczaniu skutera o dokładnych oględzinach i fotografowaniu każdej rysy. Ja nie trafiłem na detektywów, ale podobno przy zwrocie bywają problemy za byle zadrapanie.

    • Lampka Wina napisał(a):

      Pewnie i tak się zdarza. My jeździmy prywatnym skuterkiem właścicieli naszego domku – wyluzowana para – nie są typem detektywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *