Pamiętacie swoje pierwsze wino? To pierwszy raz zamieszane bez rozlewania, powąchane, ewentualnie wyplute. Ja nie pamiętam. Utonęło w otchłani czerwonego morza, które zdążyłem pochłonąć. A czy jest takie wino, które chcielibyście wypić jako ostatnie? Wino, które chcielibyście zabrać ze sobą w epilogową podróż?
 
Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy historia, którą zaraz opowiem jest smutna, czy nie. Z reguły opowiadanie o śmierci nie jest wesołe. Jednocześnie rozmyślania na ten graniczny temat potrafią swoiście uspokajać. Też tak macie?
 
Szczęśliwi Ci, którzy będą mogli wybrać wino, które jako ostatnie wyląduje w ich kieliszku. A może wcale nie… W większości przypadków raczej nie będziemy zorientowani, że otwierana właśnie butelka jest tą pożegnalną. O takiej butelce teraz opowiem.
 

 
Elżbieta wróciła do domu ze spaceru. Odkąd dwa lata temu przeszła na emeryturę, codzienne spacery stały się ważną częścią jej dnia. Najczęściej kierowała się do pobliskiego parku, zwanego Laskiem, gdzie przechadzała się po cienkich ścieżkach, nie myśląc właściwie o niczym konkretnym. Nazywała to wietrzeniem głowy.
 
Zwykle po spacerze, kładła się na krótką sjestę. No tak, ale dziś jest sobota, a w soboty Hela – dorosła córka Elżbiety pomaga mamie w nauce angielskiego. Zasiadają w fotelach z kieliszkiem wina i rozmawiają w języku Szekspira o tym, co wydarzyło się w poprzednim tygodniu.
 
Elżbieta poprosiła córkę o otwarcie węgierskiego Pinota, żeby złapało oddech, a sama położyła się na 15 minutową drzemkę. Drzemkę, z której miała się już nie wybudzić. Ot tak. Bez zapowiedzi, bez budowania niepotrzebnego napięcia, śmierć przyszła w kolejnym zdaniu. Coś na chwilę się wyłączyło, na chwilę zbyt długą i krew na czas nie została wpompowana tam gdzie była niezbędna, mechanizm się zatrzymał.
 

Każda kropla wina, jak ziarnko piasku w klepsydrze dokumentuje to, co nieodwracalne.

 

 
Tydzień później, w sobotę, w pustym domu Elżbiety, w tym samym fotelu co zwykle, siedzi Helena. Obok niej na stoliku kawowym stoi smutny kieliszek bez połysku i butelka wina. Ta sama butelka, która tydzień temu miała złapać oddech, dziś już wyzionęła ducha. Mimo to, dla córki ten węgierski Pinot ma głębię, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyła. Każda kropla wina, jak ziarnko piasku w klepsydrze dokumentuje to, co nieodwracalne. Każdy łyk, jak słowo pożegnania na chwilę zastyga w ustach. Długo jeszcze będzie czuła ten cierpki smak na języku.
 
Muszę się przejść – pomyślała Hela i ruszyła do Lasku, przewietrzyć głowę – Goodbye mom, see you next Saturday.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *