Dwa dni przed tym jak Winnica Turnau wpuściła na rynek Rieslinga 2016 dentysta wyrwał mi zęba. Mimo iż cierpliwość powinna być jedną z cnót entuzjasty wina, ból podczas ekstrakcji trzonowca to nic w porównaniu z katuszami jakie przeżywam nie mogąc odkorkować od razu rzeczonej butelki (po zabiegu mam kilkudniowy szlaban na wino). O Rieslingu napiszę więc w kolejnym tekście, a póki co kontynuuję deliberację z poprzedniego wpisu na tematy graniczne i kosmiczne.
 
Po latach odkryłem przyjemność spełniania marzeń niezrealizowanych w dzieciństwie. Aktualnie przymierzam się do zakupu teleskopu. Takiego do oglądania gwiazd. Samo przygotowywanie się do wejścia w posiadanie nowej zabawki daje sporą frajdę. Poczytuję trochę, trochę podpatruję. Przeglądając materiały dotyczące Komety Halleya trafiłem na winiarski detal.
 
W przeszłości pojawianie się komety na niebie było interpretowane przez magów i wróżbitów jako zaburzenie kosmicznego porządku i wykorzystywane do siania trwogi. Przewidywano wielkie nieszczęścia, klęski głodu, epidemie choroby. Świat musiał czekać do początku XVIII wieku, by usłyszeć, że wielkim zegarmistrzem nakręcającym kosmiczny zegar jest grawitacja.
  
Przełomowego odkrycia dokonało dwóch angielskich uczonych. Edmund Halley, na podstawie wyliczeń Isaaca Newtona (który w swym dziele Philosophiae naturalis principia mathematica udowodnił, że komety podlegają powszechnym zasadom ruchu), złamał monopol jasnowidzów na przewidywanie ruchów ciał niebieskich, a tym samym przyczynił się zmniejszenia poziomu stresu we wszechświecie.
 

Niby niema się czym podniecać, niemniej taki detal dla entuzjasty wina, to jak wypatrzenie spadającej gwiazdy.

 
Halley gromadził dane o kometach pojawiających się na przestrzeni wieków. Odtwarzał trasy ich wędrówek, ustalił m.in., że poruszają się po wydłużonych orbitach eliptycznych. Wykazał, że kometa, którą opisano w 1531, 1607 i 1682 roku to to samo ciało niebieskie – obliczył, że nawiedza Ziemię co 76 lat. Sformułował dokładną przepowiednię, że pod koniec 1758 roku kometa znów pojawi się na niebie – wskazał konkretny sektor nieba, wyznaczył określoną trasę.
 
Niestety zmarł w 1742 roku nie doczekawszy świadectwa swojej wyroczni. Legenda głosi, że na łożu śmierci poprosił o kielich wina, po opróżnieniu którego miał skonać. (Niby niema się czym podniecać, niemniej taki detal dla entuzjasty wina, to jak wypatrzenie spadającej gwiazdy.) Ostatni raz kometę Halleya widziano w 1986 roku. Zgodnie z szacunkami kolejny raz pojawi się w 2061 roku. Zakładam, że do tego czasu w końcu kupię sobie teleskop.
  
Na szczęście na otwarcie nowego Rieslinga z Winnicy Turnau nie muszę tak długo czekać. Nowy tekst już niedługo. Wypatrujcie!
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *