Nie-winnie

Półmaraton

W tym tekście robię sobie przerwę od wina. Czas porządnie pobiegać. Po wykąpaniu się w morzu trunków z Mołdawii (tekst, tekst, tekst), po upalnych dniach, burzach i zawieruchach, nadszedł w końcu rześki poranek. Poranek w sam raz na zrealizowanie celu na lato – przebiegnięcie dystansu półmaratońskiego (21 km i 97,5 m).
 
Do dystansu półmaratońskiego przygotowywałem się 2 miesiące. 200 km przebiegniętych głównie po leśnych ścieżkach w różnym tempie – długie i wolne wybiegnięcia budujące wytrzymałość oraz te krótsze i szybkie akcenty poprawiające siłę i dynamikę.
 
Tego dnia temperatura spadła o ponad 10 stopni, słońce lekko schowało się za chmurami, warunki były odpowiednie. Nie biegłem na tempo, chciałem spokojnie zmierzyć się z półkrólewskim dystansem, niemniej miałem apetyt, żeby zmieścić się w 2 godzinach. No to ruszamy…
 

Oglądać w pętli 🙂

1 km
Trasę wytyczyłem wokół największego jeziora w regionie, Jeziora Pomorze. Pierwszy kilometr to właściwie rozgrzewka i od razu lekki podbieg pod górkę. Łydki zapłonęły.

 
2 – 6 km
Kolejnych kilka km to przyjemny bieg lasem po ubitej ścieżce. Nogi lekkie, jak jeleń skakałem po pagórkach. Tempo rosło i ostatni km biegłem już poniżej 5 min/km.
 
7 – 12 km
Wybiegłem z lasu, dobiegłem do wioski. Kolejne km biegłem po dziurawym asfalcie. W okolicy 10 km pokonałem duży podbieg, po którym poczułem pierwsze sygnały zmęczenia. Tempo w miarę stałe, w okolicy 4:45 min/km (12sty km z górki – 4:30 min/km).
 
13 – 18 km
Na tym odcinku wyraźnie poczułem, że osłabłem. Tempo spadło do ok. 5 min/km, tętno wzrosło. Zaaplikowałem sok z gumijagód, nawodniłem się lekko i cisnąłem dalej. Prosta droga przez las, bez zakrętów, droga bez końca.
 
19 – 22 km
Ostatnie 4 km to trasa, którą już wielokrotnie biegałem podczas krótszych treningów. Lekko przyśpieszyłem (4:55 – 4:50 min/km). 2,5 km biegłem lasem, finisz 1,5 km to bieg po asfalcie przez wieś.
 
Dobiegłem w dobrej kondycji. Trochę się porozciągałem, przyjąłem cukier i elektrolity (tym razem nie było wina na mecie). Zmęczenie przyszło około godziny po biegu. Udało się zmieścić w 2 h. Trasę monitorowałem dwoma aplikacjami (tomtom i endomondo), różnice między wynikami były niewielkie. Endomondo wyliczyło, że półmaraton przebiegłem w tempie 4:58 min/km, co dało w sumie czas 1:44:48. Wynik ten traktuję raczej orientacyjnie, bo wypadało by tu jeszcze doliczyć kilka krótkich przerw na zdjęcia, picie i sikanie (aplikacja nie wlicza do tempa momentów przestoju).
 

Oglądać w wysokiej rozdzielczości


 
Cel na lato zrealizowany, czas powoli wracać z lasu. Niedługo lecę do Portugalii, skąd będę pisał więcej o winie (w Portugalii nawet biegając nawiązuje się do wina – pamiętacie jak wybiegałem kształt butelki?). Ahoj i na zdrowie!
 

2 Komentarze/y

  1. Robert Borowski napisał(a):

    Pozdrowienia. Bardzo dobry czas, ja w tym tempie biegam 10 km, więc wiem, że trzeba mieć dobra kondycję na taki wynik w półmaratonie bieganym samotnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *