Ostatni raz w Grecji byłem bodajże piętnaście lat temu. Zapakowaliśmy się w dziewięć osób w rozdygotanego Lubina pożyczonego od taty kolegi i odpaliliśmy rakietę na południe. Po kilku dniach przedzierania się przez Ukrainę, Rumunię i Bułgarię, z pękniętą miską olejową dotarliśmy do Hellady. Do dziś zachodzę w głowę, jakim cudem ta eskapada zakończyła się pomyślnie.
 
Przygód po drodze mieliśmy pełen bagażnik. Nie starczyłoby mi dnia, żeby wszystkie sobie przypomnieć. Opowiem Wam dwie historie, na tle których przedstawię cztery greckie wina. Tekst podzielę na dwie części – w tej dowiecie się jak zdobywa się sprawność pływako-wspinacza, a przy okazji napijemy się dwóch białych win. W drugiej części opowiem Wam o naszej wyprawie na Olimp, a w podróż weźmiemy ze sobą dwa wina czerwone. W drogę…
 

Jak zdobywa się sprawność pływako-wspinacza?

 

 
Rzecz działa się gdzieś na południu Grecji, w małej wiosce rybackiej przyklejonej do urokliwej zatoczki z lazurową wodą. Spędziliśmy w tym miejscu kilka dni, napełniając oczy rajskimi widokami, a brzuchy świeżymi owocami jakie złowili w morzu miejscowi rybacy. Któregoś z leniwych poranków, dwójka naszych ziomków postanowiła przepłynąć na drugą stronę zatoki na materacach plażowych.
 
To był gorący dzień. Nie mieliśmy innych planów, niż leżeć w cieniu i chłodzić się zimną retsiną. Mniej więcej w połowie dnia, przypomnieliśmy sobie o bohaterach na materacach. Na wodzie nie było po nich znaku. Rybacy już odpalali silniki swoich łódek z zamiarem wyruszenia na akcję ratunkową, kiedy któreś z nas wypatrzyło przez lornetkę dwa kolorowe punkty na lądzie po drugiej stronie zatoki.
 
Wsiedliśmy w Lublina i ruszyliśmy po biedaków. Odnaleźliśmy ich odwodnionych i przegrzanych słońcem. Mimo to, wszyscy zanosiliśmy się śmiechem. Trochę z radości, trochę z komiczności ich wyglądu – opalenizna 1000%, błędny wzrok, a na nogach dziwne podkolanówki wykonane ze strzępów materaców…
 
Co się okazało? Mniej więcej na środku zatoki trafili na silny prąd znoszący ich w stronę otwartego morza. Ile sił w nogach i rękach walczyli, żeby utrzymać się w zatoce. Po szczęśliwym dobiciu do skalistego brzegu, mieli dwa wyjścia – płynąć z powrotem, albo wspiąć się po skałach porośniętych ostrymi krzewami do drogi i wrócić do wioski na piechotę. Wybrali wspinaczkę. Zadanie jednak utrudniał brak obuwia. Wpadli więc na pomysł pocięcia materacy na pasy i owinięcia nimi stóp. Szczęśliwie dotarli na skraj drogi, skąd zabraliśmy ich do wioski. I mimo, iż cała przygoda mogła mieć mniej zabawny finał, długo jeszcze w noc śmialiśmy się z tej eskapady popijając wino prosto z butelek.
 

Napijmy się wina

 

 
Alpha Estate Malagouzia 2016 – wino w 100% wyciśnięte z endemicznego szczepu Malagouzia. W nosie sporo tu zielono-liściastych aromatów, białych kwiatów i melona. Na podniebieniu dominuje nuta jabłka z lekką goryczką rozgryzionego ogryzka. Wino jest orzeźwiające, z przyjemną kwasowością i szczyptą soli w końcówce.
 

 
Alpha Estate Sauvignon Blanc 2016 – wino o aromatach brzoskwini, ananasa i marakui, podbite charakterystycznym akcentem zielonej papryki. Świeża owocowość gładko równoważy soczystą kwasowość wina. Całość domyka finisz z nutą białego pieprzu.
 

 
Piętnaście lat temu moja enologiczna wiedza polegała jedynie na rozróżnianiu wina na białe i czerwone, wytrawne i słodkie, mocne i takie sobie. W związku z czym nie przypominam sobie, żebym wtedy w Gracji pił tak dobre butelki, jak te, opisane wyżej. Jeżeli jesteście ciekawi dalszych przygód i tego jak smakują czerwone wina z Alpha Estate, zaglądajcie na bloga – druga część tekstu już po weekendzie. Do zobaczenia. Ahoj!
 

Wina do degustacji podesłał Amazis.net – quality food&drinks.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *