Nie-winnie

Zły znak

Będą już ze dwa miesiące jak zaszyłem się w małej wsi pod lasem. Wstaję wcześnie rano, klikam swoje na kompie, a po południu nakładam rękawice i buduję dom. Niedługo napiszę może o tym więcej, a póki co posłuchajcie innej historii…
 
Poruszenie nastało we wsi, bo ktoś zobaczył w rzece krokodyla. Podobno długi na kilka metrów, ledwo mieścił się w wartkim korycie. Mimo upałów, ludzie zaniechali kąpieli. Chłodzili się głównie zimnym piwem.
 
Wczesnym rankiem, kiedy powietrze jest jeszcze rześkie i lekkie, inny drapieżnik – rybak – dostrzegł zbliżający się, czarny grzbiet pokryty bruzdami i rzeczną zieleniną. Wyskoczył przestraszony z łódki, by z brzegu zauważyć, że wielkie cielsko to tylko ogromna kłoda drzewa.
 

 
Po wyciągnięciu kloca na brzeg, chłopy stojąc wokół, przerzucali się pomysłami na temat pochodzenia dyla. Ustalono, że musi to być pozostałość z tzw. bindugi, czyli miejsca nad jeziorem w okolicy ujścia rzeki, w którym składowano kiedyś ścięte drzewa, by następnie je z nurtem transportować do pobliskiego tartaku.
 
Długo wieś radziła co zrobić z tak dorodnym kawałkiem drewna. W końcu ustalono – postawimy nowy krzyż. Kloc okorowano, przycięto, oheblowano, przygotowano z niego dwa ramiona – to dłuższe ponad sześciometrowe – to będzie najwyższy krzyż we wsi!
 
Krzyż miał stanąć u wjazdu do osady. Krucyfiks zmontowano na ziemi, ale problem pojawił się podczas przybijania Jezuska gwoździami, nikt nie chciał wziąć młotka do ręki. Ostatecznie zrobił to właściciel tartaku, ale niemal z zamkniętymi oczami. Następnie dziesięciu chłopa dźwignęło krzyż długimi drągami i bosakami wypożyczonymi z pobliskiej jednostki ochotniczej straży pożarnej. Nowy krzyż rzucił długi cień.
 
Mijały dni i tygodnie. Krzyż stał na straży porządku, chronił wieś przed piorunami z nieba. Aż któregoś poranka, ten sam rybak, który wyparzył wcześniej drewnianego potwora, idąc na poranne łowy dostrzegł coś dziwnego. Nowy krzyż, pierwotnie ustawiony bokiem do wsi, a frontem do głównej drogi zaczął skręcać się w prawo, aż któregoś dnia zatrzymał się odwrócony tyłem do domostw.
 
Ludzie zaczęli gadać, że to zły znak. Ksiądz nie omieszkał pogrozić palcem z ambony, że to sam Bóg odwraca wzrok od grzechów ludzkich. Że pijaństwo, że nieróbstwo, że modlitwy za mało. Wieś zmówiła się po mszy i uradzono, że przez miesiąc pić nie będą. W planach mam zostać tu do wczesnej jesieni, więc i mnie ten zakaz obowiązuje.
 

 
To już prawie tydzień od tamtych wydarzeń i jakoś tak dziwnie, że majsterki na budowie nie pociągają piwka. Robota jakby szybciej idzie, ale brakuje trochę tych historii, które zwykli opowiadać na lekkiej bani. Aż strach pomyśleć co to będzie na koniec miesiąca, jeśli krzyż się nie odkręci. Aż strach pomyśleć…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *