Publikacja dzisiejszego wywiadu nieprzypadkowo ma miejsce we czwartek, ponieważ dzisiejszym gościem jest Julia Bosski – modern dandy, salonowa lwica, wokalistka jazzowa i propagatorka polskiej kultury (kulinarnej) na organizowanych przez siebie w Berlinie Obiadach Czwartkowych.

 

Julia, śpiewasz, gotujesz, urządzasz przyjęcia, a co było pierwsze – zamiłowanie do jazzu czy kuchni?

 

Będę kompletnie szczera, zresztą jak zawsze: i jazz i kuchnia to miłości, które odkryłam dopiero w Berlinie. Wydaje mi się, że do wielu rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Zamiłowaniem do kuchni w mojej rodzinie pałają wszyscy. Mama, Babi, Prababcia Przybora, mój tata, rodzina taty. W domu zawsze świetnie jadaliśmy, wiele podróżowaliśmy, szczególnie do Francji, gdzie kształtowały się moje wyrafinowane kubki smakowe 🙂

Natomiast ja w wieku 16 lat zaczęłam chorować na anoreksję. Przez 3 lata bałam się jeść. Jedzenie było wrogiem, zmuszałam się do zjedzenia jabłka i kilku rodzynek dziennie. Kompletnie bez sensu. Dopiero po wyjeździe do Berlina zaczęłam powoli rozumieć, że jedzenie jest niezbędne do życia, że jest przyjacielem.

A Kiedy poznałam w wieku 21 lat Hannesa (mój pierwszy chłopak), który był kucharzem, przez serce do żołądka, zaczęłam kochać jedzenie. Do tego stopnia, że sama zaczęłam gotować w 2015 roku i w 2016 nawet pracowałam kilka miesięcy w kuchni we francuskim bistro w Mitte. Gotowanie jest cudowną terapią na stres. (ale tylko gotowanie w domu, w kuchni restauracji to najwyższy poziom stresu jaki można osiągnąć- po tej pracy tez musiałam kilka miesięcy odtajać :)) Teraz nie gotuję zbyt często. Największą przyjemnością dla mnie jest siedzenie w knajpkach, podjadanie pyszności i oczywiście picie pysznego wina (tak, tylko pysznego, jestem bardzo wybredna).

Jeśli chodzi o jazz – w 2014 roku zaczęłam profesjonalnie śpiewać. Szukałam kierunku dla siebie i jazz wydał mi się najbardziej pasujący do mnie.Na potęgę zaczęłam słuchać klasyki, zakochałam się w Chetcie Bakerze, Carmen McRae, Milesie, Elli, Billie itd…kilka lat temu nie potrafiłam wymienić nazw 3 standardów jazzowych. Dzisiaj potrafię śpiewać wiele z nich.

 
Julia Bosski

Na organizowanych przez Ciebie w Berlinie Obiadach Czwartkowych upowszechniasz polską kulturę i polskie tradycje kulinarne. Na Czwartkowych stołach częściej gości polskie wino czy polska wódeczka? Czym płynie współczesna Polska?

 

Na samym początku serwowaliśmy przede wszystkim wódkę. Staraliśmy się edukować naszych gości i prezentować tzw. „Trinkkultur”. Chcieliśmy, żeby wódka nie kojarzyła się z tanią gorzała dla pospólstwa ani z czymś co smakuje fatalnie i pije się tylko po to by jak najszybciej się urżnąć. Chcieliśmy by nasi goście zaczęli „smakować” wódkę tak jak to się robi z whisky, rumem itd. Tata Donalda, (z Donem zakładaliśmy razem Obiady Czw) produkuje wspaniałe nalewki „Nadburzański Dom”, i takie wódki i nalewki staraliśmy się podawać na naszych kolacjach.

Polskie wino odkryłam dopiero w 2016 roku, ale tylko sporadycznie. w 2017 roku poznałam Maćka Sondija, który produkuje wina z Domu Bliskowice. Spróbowałam jego wina i od tamtego czasu, na moich berlińskich stołach wina od Maćka były stałym elementem winnego Menu. Nie ukrywam, że prywatna sympatia do Maćka miała wiele z tym wspólnego, ale oczywiście, decydująca była jakość tego wina. Jeśli robisz kolacje z gwiazdkowymi szefami, jakość wina musi być najwyższa.

 

Jak są odbierane polskie wina za granicą? Co Ty o nich sądzisz? Masz swoje ulubione, polskie wina?

 

W 2017 roku, moim ukochanym miejscem w Berlinie był Cordobar, winebar prowadzony przez Austriaków. W tymże barze urządzano prestiżowe blind tastingi różnych win, w tym win ze wschodniej europy. Johanitter Domu Bliskowice wygrał ten blind tasting i tak się dowiedziałam o Maćku Sondiju. Jedynym polskim winem jakie podawałam na Obiadach w Berlinie był DB – ludzie je uwielbiają. amatorzy i eksperci nie mieliby pojęcia, że to polskie wino, bo smakuje tak dobrze. Moim zdaniem Dom Bliskowice to najwspanialsza polska winnica. Bardzo lubię też Wieliczkę i Jakubów. Polskie wino zaczyna smakować coraz lepiej i jednym z celów naszych Obiadów Czwartkowych jest sławienie go na całym świecie. Jak tylko mogę promuje polskie wina gdzie się da. Chętnie też wspieram polskie winnice prywatnie – pijąc polskie wina butelkami 🙂

 

Czy polska gościnność, którą promujesz jest czymś egzotycznym w Berlinie?

 

Słowo „egzotyczny” często używam w odniesieniu do Polski w ogóle, jeśli chodzi o spostrzeganie naszego kraju za granicą. Wiele razy mówiłam, że Polska na zachodzie jest niemalże tak egzotyczna jak, np. Sri Lanka. Wiem, że ludzie nie chcą tego słyszeć, ale niestety nadal o Polsce wie cholernie mało osób. Nawet Niemcy, Austriacy, nasze sąsiedzkie kraje, nie mają pojęcia o naszej historii, tradycjach, kulturze. Czy polska gościnność jest egzotyczna? Nie, ale jest nadzwyczajna, o tym mówią mi zawsze znajomi, którzy odwiedzają Polskę.

 
Julia Bosski

W maju organizujesz w Warszawie kolację połączoną ze spektaklem. Wydarzenie jest kameralne, a ilość miejsc ograniczona. Jak wybierasz osoby, które wezmą udział w twoich przyjęciach? Kto pierwszy ten lepszy, czy masz jakiś inny klucz?

 

Obiady Warszawskie są o tyle dogodniejsze dla wyboru listy gości, że dzięki wsparciu moich przyjaciół i partnerów biznesowych, Aleksa Tomaszkiewicza i Lukasza Leskiera, możemy sobie pozwolić na „selekcję” większości gości. Dostępna zawsze jest jednak pula biletów, które osoby zainteresowane mogą sobie kupić, by wejść do naszego Towarzystwa Przyjaciół Kilku (wszystko można kupić :)) Z biletami faktycznie obowiązuje reguła „kto pierwszy ten lepszy”. Zapraszamy 17.05 na premierę!

 

Dzięki Julia! Na zdrowie!

   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *