Ostatnie miesiące w znacznej części zleciały mi na ogarnianiu tematu przebudowy domu. A że majstrzy pomagający mi w pracach gustują raczej w piwku, to i okazji do degustacji wina miałem niewiele. Już z górki, na wiosnę parapetówka. W ramach odskoczni ruszyłem się ze swojej wioseczki na mały urlop, z którego przywiozłem niecodzienną historię.

 

Rzecz wydarzyła się na Śląsku. W typowym familoku – ceglastym budynku wielorodzinnym. Dwu-kondygnacyjnym, z dwiema klatkami schodowymi, w każdej po czerty mieszkania. Pod trójką, na piętrze mieszka Pani Basia – nasza bohaterka.

 

Któregoś, przedświątecznego dnia miała ją odwiedzić córka. Przyjechała z daleka. Puka do drzwi, dzwoni dzwonkiem i telefonem – w środku cisza. Zeszli się sąsiedzi. Trzeba wezwać policję mówią. Wezwali. Ale policja też nic nie wskórała. Przyjechała straż pożarna. Po zapoznaniu się z sytuacją postanowili wejść przez okno.

 

Zrobiła się impreza na pół osiedla. Z setka gapiów przyglądała się jak strażacy stojąc na podnośniku w świetle iskier kroili antywłamaniową żaluzję, następnie zbili szybę i weszli do środka. Tłum wstrzymał oddech, a ich wzrok wessała wycięta przed chwilą czarna dziura.

 

Po dwóch, może trzech minutach w oknie pojawił się strażak głosząc radosne Habemus Babciam! Co się okazało? Babcia w oczekiwaniu na córkę i wnuczęta przycięła sobie drzemkę. Położyła się na prawym boku, z lewym uchem do góry – tym, które miała zupełnie głuche.

 

Kiedy pojawiła się w oknie tłum przywitał ją brawami, niczym Papieżycę.

 

Luźne dywagacje…

Otwieranie butelki wina nie jest aktem delikatnym. Możesz mieć szlachetne pobudki, możesz ratować wino przed zepsuciem, czy zapomnieniem, niemniej każdorazowo brutalnie wybudzasz je ze snu robiąc kolcem dziurę w korku, czy rozbijając szklany komin… Nie ma idealnego momentu na otwarcie wina. Każdy moment jest najlepszy, bo poza tym momentem nic innego nie ma. Każda chwila jest absolutna…

MY Montsant 2017
 

Jedną z nielicznych butelek, które ostatnio małem okazję degustować w skupieniu był flakonik My Montsant 2017 – polskie wino z Hiszpani…! Twórcami wina są Polacy – Agata Sekuła i Robert Chwałowski, którzy w asyście ojca chrzestnego – enologa Toniego Marquet’a – wycisnęli i przefermentowali sok z gron Merlota, Syraha, Carignana, Cabernet Sauvignona i Garnachy w hiszpańskim Montsant. Okazuje się, że wcale nie trzeba posiadać winnicy, żeby robić wina!

 

Wino jest ciemne i gęste. Aromaty przy pierwszej próbie nosa skryte jest za czarną peleryną, nie odkrywają od razu wszystkiego. Po zakręceniu kieliszkiem uwalniają się nuty ciemnych owoców – dojrzałej czereśni, czarnej porzeczki, leśnej jeżyny. Na podniebieniu czuć siłę tego wina. Jest mocno skoncentrowane, mięsiste i sycące. Początkowa słodycz owoców, w końcowym etapie spływa do gardła lekką goryczką surowego kakao i nutami korzennymi.

 

Mimo konkretnego woltażu (14%) wino znikło dość prędko, została po nim tylko czarna dziura, w którą wpatrywałem się długo mając nadzieję, że wyskoczy z niej jeszcze choćby kropelka. Spokojnie można by tym winem świętować wprowadzkę do nowego domu, ale równie dobrze świętuje się nim zwyczajny wtorek.

 
czarna dziura…

Dobre wino. Ciekawy projekt etykiety. Kibicuję temu przedsięwzięciu. Jeżeli jesteście ciekawi większej ilości szczegółów, zajrzyjcie na stronę wina – winomy.pl. A jeżeli chcielibyście go także spróbować, udajcie się do sklepu Barika w Warszawie.

 
Próbkę do degustacji udostępnili mi twórcy wina, którym z tego miejsca gratuluję. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *