Zakładając, że Pani Ewy Wieleżyńskiej nie muszę przedstawiać czytelnikom bloga, zapraszam do lektury wywiadu, w którym rozmawiamy, o tym co w życiu (zawodowym) Pani Ewy najistotniejsze – o książkach i winie.

 

Pani Ewo, zapytam zaczepnie – preferuje Pani wina filtrowane czy niefiltrowane?

 

Zaczepność pytania jest dla wtajemniczonych podwójnie ☺ Nie wdając się jednak w gry słowne i odpowiadając wprost: preferuję wina dobrze zrobione i mówiące coś o kawałku ziemi, z którego pochodzą. Filtracja lub jej brak – nie są kryterium, bo generalnie nie kieruję się w życiu ideologią. Bliskie jest mi zdanie Brodskiego, który gdzieś napisał: „Ja nie mam zasad, ja mam nerwy”. Więc kiedy piję wino – nie mam teorii, mam kubki smakowe.

 

W zakładce „O mnie” na stronie ewawielezynska.pl napisała Pani, że temat wina był dla Pani odskocznią od pracy, jako tłumacza literatury francuskiej. Czy niedawna decyzja odejścia z Fermentu i założenia wydawnictwa Filtry była podyktowana także pewnego rodzaju znużeniem?

 

Była przede wszystkim podyktowana chęcią wydawania książek, które w moim przekonaniu są ważne i – jak to się mówi – „czynią w świecie różnicę”, a więc wpływają na publiczną debatę i zmieniają nasz sposób myślenia o świecie.

 
Foto: Rafał Masłow

Jak z perspektywy wydawcy wygląda proces smakowania literatury, a w efekcie wyboru tekstu do publikacji? Czy podobnie jak w przypadku wina, są jakieś obiektywne kryteria oceny?

 

Oczywiście, że są obiektywne kryteria oceny. I oczywiście – podobnie jak w przypadku krytyki winiarskiej – dobrzy redaktorzy i krytycy to tacy, którzy zgadzają się z nami ☺ A mówiąc poważnie, wybór tekstu do publikacji zależy od tego, jak wydawca definiuje profil swojej firmy i jak pojmuje swoją rolę. My z moją wspólniczką, Dorotą Nowak, uważamy, że jest to zawód odpowiedzialności społecznej, co oznacza, że chcemy wydawać tylko takie książki, które – jak już wyżej wspominałam – będą poszerzać granice naszego języka i rozumienia świata, kształtować wspólnotowe postawy, uczyć szacunku do inności. W przypadku literatury pięknej, teksty powinny zachwycać i napełniać nas przekonaniem, że tak samo będą zachwycać czytelników za kilkadziesiąt lat i więcej.

 

Co dla Pani znaczy „dobra książka”, a co „dobre wino”? Czy jest coś, co łączy oba pojęcia?

 

Można powiedzieć, że oba pojęcia łączy przeżycie przyjemności. Aczkolwiek wino przede wszystkim przyjemności służy, jego walor edukacyjny jest co najwyżej na taki, że dowiadujemy się czegoś o kulturze kulinarnej danego regionu. Natomiast dobre książki, inaczej niż wino, bywają również nieprzyjemne – wybijają nas ze strefy komfortu, zmuszają do porzucenia bezpiecznych sposobów myślenia i dostrzeżenia czegoś, czemu wolelibyśmy zaprzeczać. Dobra książka z definicji skłania do refleksji, dobre wino może skłaniać do za-nie-myślenia, co jest jednym z jego niezaprzeczalnych uroków.

 

Na bezludną wyspę zabrałby Pani raczej wino czy książkę?

 

Książkę oczywiście. Choć bardzo bym za rieslingiem i szampanem tęskniła.

 
Jesteś ciekawa/ciekaw innych wywiadów?   PRZECZYTAJ POZOSTAŁE →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *