Nawiązując do zeszłorocznej akcji Fermentu/Winicjatywy “Zostaję w domu, nie zostawiam wina” w ramach której degustowałem wina 4 polskich winnic – dziś wracam z wywiadem, w którym pytam winnice, co u nich słychać i jak pandemia wirusa wpłynęła na ich plany. Zapraszam na wywiad z Winnicą Pod Lubuskim Słońcem.

 

Co aktualnie słychać w Waszej winnicy/winiarni?

 

Jestem dwa tygodnie przed zbiorami u siebie na winnicy. Winnicę prowadzę ekologicznie już drugi sezon i kosztuje mnie to więcej stresu niż przy nieekologicznej winnicy. Większe ryzyko, większe straty, więcej stresu. Ale ten rok uważam za bardzo udany pod względem prowadzenia ekologii pomimo że jest bardzo deszczowy. Dochodzą mnie słuchy, że normalne, nieekologiczne winnice mają problemy z grzybowymi chorobami. A u mnie pomimo ekologii jest bardzo ładnie, nie ma żadnych chorób. Oby tak dalej.

 

Jak to był sezon dla Waszych krzewów?

 

Dość dziwny przyznam, dlatego, że późno weszło lato. Wiosna się późno zaczęła. Winorośl zaczęła to nadganiać i bardzo szybko owoce zaczęły się przebarwiać. Szybko dostaliśmy sygnały nadejścia jesieni. Więc ten sezon wydaje się być bardzo krótki wegetacyjnie. Dziwny rok. Zobaczymy co dalej.

 
 

W marcu zeszłego roku, kiedy pierwszy lockdown sparaliżował wiele branż, również branża wina przeżywała trudne chwile. W którym momencie poczuliście, że sytuacja wraca do normy?

 

W moim odczuciu sytuacja nie wróciła do normy. Zeszły sezon był niezwykle intensywny dlatego, że większość klientów, którzy jeżdżą do Włoch na wino, została w Polsce i odwiedzali moją winnicę. W tym roku nie mieliśmy tak dobrej passy jak w zeszłym roku. Dużo ludzi wyjechało za granicę i było słabo. Natomiast mam wrażenie, że nigdy nie było tak dobrego Winobrania w Zielonej Górze – wystawiła się rekordowa ilość 35 winnic i było bardzo dużo ludzi. Panował świetny nastrój. Ludzie w Polsce jakby poczuli co może dać wino. Wino wiąże się relaksem, z przyjemnością, z kulturalnym spędzaniem wieczorów w fajnym towarzystwie, przy fajnym alkoholu. Po prostu dającym radość i zatrzymanie w przyjemnej chwili. Mam wrażenie, że za sprawą pandemii ludzie zaczynają kupować więcej wina. Chyba dlatego, że ludzie zrozumieli, że dziś są, a jutro może ich nie być. Taka świadomość kruchości życia, a związku z tym większego nasilenia na carpe diem.. takiego łapania chwili. Są skłonni bardziej się winem bawić.

 

Czy pandemia zmieniła w jakiś sposób zachowania Waszego klienta? Robi zapasy, a może kupuje mniej? Częściej korzysta z zamówień online?

 

Mam wrażenie, że ludzie się otwierają na polskie winnice. Coś się zaczyna ruszać. Ja nigdy nie miałam bardzo dużego ruchu, oprócz oczywiście zeszłego roku – ale rok pandemiczy nie jest wiarygodnym rokiem. Mam wrażenie, że więcej się mówi o produkcie lokalnym, o jego jakości i świadomość tego wzrasta. A w związku z tym wzrasta zainteresowanie i zapotrzebowanie. Według mnie możemy mówić o stabilnym wzroście, a nie o jednorazowym strzale.

 

Poza własnymi winami, wina której z polskich winnic lubicie najbardziej?

 

Nie mam ulubionej winnicy. Mam za to dużą kolekcję polskich win. Teraz byłam na Winobraniu w Zielonej Górze, kupiłam kolejne sześć win z różnych winnic. Generalnie uczę się na czyiś winach. Poszerzam moją edukację winiarską na temat polskich win. Bardzo lubię Pinot Noiry i namiętnie kupuję i chętnie stworzyłabym sobie całą kolekcję polskich Pinotów. Nie mam jednej ukochanej winnicy, natomiast conajmniej piętnaście winnic kupuję chętnie, obserwuję co u nich słychać.  

 
 
Lampka Wina z… to cykl krótkich spotkań, w których zadaję moim rozmówcom pięć pytań – tyle ile da się zadać przy jednej Lampce Wina.
Jesteś ciekaw/a innych wywiadów?
  PRZECZYTAJ POZOSTAŁE →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *