O winie

Mam dwa bilety do Gruzji

Przełom jesieni i zimy to najmroczniejszy czas w roku. Skutki niedoborów światła zwykle łagodzę sobie na dwa sposoby: albo cały listopad suplementuję wino w świetle kominka; albo ruszam na małe wakacje pod jakąś cieplejszą szerokość geograficzną.

 

Jednym z ulubionych typów win, którymi lubię się rozgrzewać w chłodne dni jest Smolniak (wspominałem o nim w tekście 3 typy win, które lubię). Smolniak oryginalnie jest kawałkiem iglastego drewna naturalnie nasączonym żywicą, dzięki czemu doskonale nadaje się na rozpałkę – pali się jak polane benzyną. Wina typu Smolniak w podobny sposób rozpalają wyobraźnię i emocje w winolubie. Smolniak pali się krótko, ale intensywnie. Wina jemu podobne równie prędko znikają z butelki.

 

Co do wakacji, to właściwie pogodziłem się z tym, że w tym roku już nigdzie się nie wybiorę. Muszę jeszcze dom do zimy przygotować, ogrody zabezpieczyć. No, ale jak ktoś prezentuje Ci dwa bilety do Gruzji, to się nie odmawia… Winnica Lidla przysłała mi właśnie dwie flaszki z Telavi Wine Cellar – w obydwu czerwone wino, w obydwu obietnica sensorycznej podróży do słonecznego regionu Kakheti. Niczym praktyk magii Alkmeny otwieram okna, żeby wino oddychało pełnym płucem; otwieram drzwi, żeby zaprosić do stołu dobre duchy; zwalniam wszystkie hamulce i w drogę!

 
 

Pierwsze wino to Napareuli Tanadi – 100% Saperavi – wino o ciemnej barwie, z ładnymi rubinowymi refleksami. Kieliszek pachnie intensywnie jeżyną, śliwką, nieco ciemną czekoladą, mokrym tytoniem i czarnym pieprzem. Na języku wino jest owocowe, soczyste, z wyraźną kwasowością i przyjemnie chropowatą taniną. 14% alkoholu lekko grzeje, co w tym przypadku jest właściwie zaletą. Przyjemnie się pije solo, a jeszcze przyjemniej zakąszając np. twardym serem.

 
 

Druga butelka to półwytrawne Gemieri Tanadi – wino na bazie Saperavi z dodatkiem Malbeca i Aleksandreuli – ciemne wino o aromatach ciemnych owoców (jeżyna, śliwka, rodzynki, plus nieco wanilii). Na dzień dobry usta częstowane są wyraźną, soczystą słodyczą; wnętrze paszczy ściągane jest przyjemną, lekko goryczkową taniną równoważącą całościowe wrażenie. Podobny balans mają popularne w Gruzji przekąski czurczchele, czyli orzechowe szaszłyki zatopione w winogronowym soku – miękka słodycz przeplata się z kruchą wytrawnością.

 
 

Obydwa wina, które degustowałem są jak miks weekendowego wypadu do Gruzji i Smolniaka – rozgrzewają duszę i sycą ciało. Już po pierwszym kieliszku zrzuciłem z siebie koc, a po drugim – sweter. Ostatnią kroplą Smolniaka strzeliłem w stronę kominka, ogień buchnął wesoło. Butelki puste, czas zamykać okna. Czas wrócić z wakacji i szykować się do zimy. Robiąc zapasy możecie śmiało zaopatrzyć się w butelki tych gruzińskich Rozgrzewaczy. Na zdrowie!

 
Wino do degustacji przysłała mi Winnica Lidla.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *