Nie jest, ale mógłby być…

W zeszłym roku do naszego domu w małej wsi na skraju lasu zapukał francuski pielgrzym. Nie zapamiętałem jego imienia, więc na potrzeby opowiadania nazwę go Benjamin. Zanim Ben do nas trafił, wędrował już ponad rok i według planu miał jeszcze drugie tyle spaceru przed sobą.

Wyruszył z Francji i nieśpiesznie, dookoła zmierzał do Medjugorie w Bośni i Hercegowinie.

Najpierw zapukał do mojego sąsiada, ale ani po angielsku, ani na migi nie był w stanie się z nim dogadać, więc sąsiad przyleciał po nas. Wzięliśmy przybysza do siebie i postawiliśmy przed nim porządne śniadanie – jajecznica z jajek od sąsiadki, chleb z wiejskiego wypieku, własne pomidory, ogórki, cebula, hummus naszej produkcji i dzbanek kawy. No i wino…

LampkaWina.com

Wprawdzie było jeszcze przed południem, ale pomyślałem sobie – przecież to Francuz – więc zaproponowałem szklaneczkę wina. Bardzo się ucieszył, bo mówi, że w Polsce to zwykle go wódką częstują.

Miałem w zapasach butelkę z Winnicy Turnau, bodajże Solarisa. Cyk i szklaneczki stały napełnione. Ben pociągnął i mówi, że dobre. Ja mu na to, że dobre bo Polskie! A on – to w Polsce robi się wina? Po chwili się poprawił – to w Polsce robi się TAKIE wina?

Tu nastąpił mój monolog o tym, jak sprawy się aktualnie mają w rodzimym winiarstwie, że sytuacja ewoluuje w dobrą stronę. Benjamin był bardzo zaskoczony poziomem wina. Zapakowałem mu połowę butelki, której nie dopiliśmy. Informacja o polskich winach poszła w świat. Na piechotę.

Gdyby Benjamin odwiedził mnie dzisiaj, ugościłbym go najlepszym polskim białym winem wytrawnym (wg. Konkursu Winiarskiego Polskie Korki 2022), czyli Chardonnay 2020 z Winnicy Turnau.

Benjamin na pewno zwróciłby uwagę na pełny, żółty kolor, kolor lipowego miodu. Zachwyciłby się aromatami dojrzałej gruszki, pomarańczowej skórki i maślanej bułeczki. Pomlaskałby trochę nad kieliszkiem ustami wypełnionymi krągłą, oleistą fakturą. Doceniłby z pewnością tę lekką mineralność dobrze zrównoważoną brzoskwiniową soczystością. A na koniec, poprosiłby o jeszcze jeden kieliszek.

Jeżeli udało się Benowi wymaszerować swój plan, to pewnie niedawno dotarł do domu. Siedzi za stołem z rodziną i opowiada im swoje przygody. Mam nadzieję, że dobrze wspomina przedpołudnie spędzone u nas. Jestem przekonany, że dobrze wspomina polskie wino.

2 Komentarze/y

  1. Mam podobną historię.
    Kiedyś, a działo się to w epoce przedsmartfonowej, na drodze powiatowej na pograniczu Mazowsza i Podlasia zaczepił nas Bask, Bask z Kraju Basków, i pytał o drogę do najbliższego hotelu. Droga była daleka, bo najbliższy hotel był w Węgrowie, jakieś 20 km od miejsca spotkania. Zaprosiliśmy go do nas. Daliśmy mu chleba z małej lokalnej piekarni, usmażyliśmy kaszankę – zdziwił się, bo w Hiszpanii mają podobną, zaproponowaliśmy trochę winogron na deser. To była Aurora. Zjadł i się zdziwił. Jak to – tutaj winogrona i to takie smaczne. Nie wiem, który to był rok, ale były rzeczywiście smaczne i dojrzałe, bo wszystko się działo jakoś we wrześniu. Rano Bask ruszył dalej, spieszył się, żeby przed zimą dotrzeć do Stambułu.
    Po miesiącu dostaliśmy kartkę z podziękowaniem. Ze Stambułu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.